Znów znajduję się w tym miejscu, znów planuję przeanalizować Malibu.
Kiedyś już to robiłem, ale postanowiłem anulować tamtą próbę. Dlaczego? Pisałem
recenzję w środku zimy, całkiem surowej jak na te rejony… i czułem, że robię
coś niewłaściwego. Wprawdzie muzyka Andersona .Paaka rozgrzewała mnie w te
długie wieczory, lecz wciąż brakowało do niej atmosfery. Tak oto wracam, tuż
przed rozpoczęciem lata, aby podzielić się krążkiem, który mógłby emitować
własne światło. Pojawił się dość przypadkowo - całe szczęście, że dałem szansę
ostatniej płycie Dr. Dre.
wtorek, 20 czerwca 2017
piątek, 16 czerwca 2017
Recenzja: Danny Brown - XXX
Dualizm osobowości to nic nowego w muzycznym świecie ani na hip
hopowej scenie. Posłużmy sie przykładem Eminema: przeciętny fan umie rozpoznać,
kiedy wypowiada się Marshall a kiedy robi to Slim. Sięgnijmy do rockowej
rzeczywistości, gdzie słuchacze rozróżniają wypowiedzi Vincenta od występów
Alice oraz w którym miejscu kończy się codzienność Briana a zaczyna broić
Marilyn. To podstawowe przykłady ukazujące świadomość, że za artystyczną
kreacją ukrywa się człowiek, którego charakter niekoniecznie łączy się z tym,
co widoczne jest na scenie. Wracając do Eminema, nie przypominam sobie, żeby
jego charaktery łączyły się na nagraniu w jedną postać. Postrzegałem je zawsze
jako inne osoby. Ale jest pewien raper, również z Detroit, który rozdwaja się
przed mikrofonem. Różnica polega na tym, że na XXX Danny Brown nieustannie
pozostaje sobą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

