Dualizm osobowości to nic nowego w muzycznym świecie ani na hip
hopowej scenie. Posłużmy sie przykładem Eminema: przeciętny fan umie rozpoznać,
kiedy wypowiada się Marshall a kiedy robi to Slim. Sięgnijmy do rockowej
rzeczywistości, gdzie słuchacze rozróżniają wypowiedzi Vincenta od występów
Alice oraz w którym miejscu kończy się codzienność Briana a zaczyna broić
Marilyn. To podstawowe przykłady ukazujące świadomość, że za artystyczną
kreacją ukrywa się człowiek, którego charakter niekoniecznie łączy się z tym,
co widoczne jest na scenie. Wracając do Eminema, nie przypominam sobie, żeby
jego charaktery łączyły się na nagraniu w jedną postać. Postrzegałem je zawsze
jako inne osoby. Ale jest pewien raper, również z Detroit, który rozdwaja się
przed mikrofonem. Różnica polega na tym, że na XXX Danny Brown nieustannie
pozostaje sobą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 czerwca 2017
piątek, 2 października 2015
Recenzja: BADBADNOTGOOD - BBNG
Internet to narzędzie promocji nie do
zlekceważenia dla współczesnych artystów. Dzięki niemu można nawiązać
kontakty, których nawiązanie w rzeczywistości jest bardzo trudne na
granicy z niemożliwym. Jak wspaniałe jest uczucie, kiedy nagle dostajesz
wiadomość od jednego ze swoich muzycznych idoli? Wiedzą o tym muzycy z
BADBADNOTGOOD. Kanadyjskie trio wrzuciło do sieci jedno ze swoich
nagrań, gdzie wykonują instrumentalne wersje utworów popularnego wówczas
OFWGKTA. Jak się okazało, filmik obejrzał lider grupy Tyler, the Creator
i bardzo mu się spodobał ten styl - na tyle, że zaczął współpracę z
artystami. Nie jest mi za bardzo po drodze z dokonaniami kolektywu
Tylera, ale jestem mu bardzo wdzięczny, że dał szansę Mattowi, Aleksowi i
Chesterowi na zaistnienie na rynku. Patrząc na ich obecną sytuację
uważam, że bardzo dobrze ją wykorzystali.
niedziela, 26 kwietnia 2015
Recenzja: Kendrick Lamar - Section.80
Rozdział I: wszyscy jesteśmy równi - Fuck Your Ethnicity
Fire burning inside my eyes, this the music that saved my life
Y'all be calling it hip-hop, I be calling it hypnotize
Yeah, hypnotize, trapped my body but freed my mind
What the fuck is you fighting for? Ain't nobody gon' win that war
My details be retail, man, I got so much in store
Racism is still alive, yellow tape and colored lines
Debiutancki album czasem potrafi być motorem napędowym całej kariery danego rapera. Najlepszy dowód? Oczywiście Illmatic
od Nasa. Każdy chce zostać na scenie zauważony oraz pokazać swoje
najlepsze oblicze. Wielu ucieka do sprawdzonych formuł, do schematów,
które już kiedyś zadziałały. Rzadziej widzi się koncept albumy.
Section.80 od Kendricka Lamara nie jest być może w pełni konceptualny,
ale widać już w nim skłonności K-Dota do łączenia poszczególnych
kawałków w jedną całość. West Coast w końcu pokazał coś nowego. Wiele
kawałków na Section.80 to historie opowiadane przy ognisku - historie,
które mają nieść ze sobą morał, które mają czegoś nauczyć młodych ludzi.
W pierwszym utworze staje się jasne, że Kendrick ma duże zasoby
liryczne. Zwraca się on bezpośrednio do swoich słuchaczy - nieważny jest
twój kolor skóry czy też pochodzenie. Jeżeli utożsamiasz się z tym, co
przekazuje, ten album jest jak najbardziej dla ciebie. Całość dopełniona
jest całkiem przyjemnym podkładem - dobre tło na oswojenie się z
materiałem.
piątek, 20 lutego 2015
Recenzja: Giles Corey - Giles Corey
Giles Corey był farmerem, który zapisał się w niechlubnej części amerykańskiej historii, dokładniej w XVII wieku, podczas procesu czarownic z Salem. Został on posądzony o uprawianie magii, jednak jego proces sądowy mógł odbyć się jedynie w przypadku, gdy przyzna się do swojej winy lub jej zaprzeczy. Corey nie przyjął żadnego stanowiska, co doprowadziło do jego tortur, które przerodziły się w egzekucję, bardzo powolną i nietypową. Do dziś jest to jedyny oficjalny przypadek w amerykańskiej historii, w którym egzekucja została wykonana przez zmiażdżenie ofiary wieloma ciężkimi kamieniami. Giles Corey nie odniósł się do swojej domniemanej winy do ostatnich chwil życia - czy był to przejaw odwagi, czy może bierności? W każdym razie, stał się on inspiracją dla pseudonimu Dana Barretta, członka zespołu Have a Nice Life. Oto jego debiutancka solowa płyta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



