Lupe Fiasco to artysta, do którego
podchodzę z niemałym sentymentem. Nie chcę nikogo przekonywać, że
początek kariery Lupe’a zgrał się z moim początkiem poznawania muzyki
hip hopowej, ale na pewno był to okres, kiedy Lupe Fiasco's Food & Liquor
był promowany na każdym kroku. Miałem szczęście obserwować energiczne
wejście rapera z Chicago na mainstreamową scenę, kiedy zachwytom nie
było końca. Fala wznosząca, na której znajdował się Lupe, trwała przez
dwie pierwsze płyty, do których powracam w miarę często. Druga dekada
XXI wieku nie była dla rapera zbyt szczęśliwa - jego kłopoty z Atlantic
Records zniechęciły mnie na tyle, że do dziś nie przesłuchałem Lasers
- po prostu się boję. Pokonałem swoje uprzedzenia w przypadku kolejnego
krążka, sequela dla Food & Liquor, w końcu pod dumnym podtytułem
„The Great American Rap Album” miał kryć się powrót do korzeni.
Niestety, mój entuzjazm szybko został stłumiony. Pojawiło się pytanie:
czy Lupe wróci jeszcze kiedyś do formy? Około 11 miesięcy temu
internetowe zachwyty powróciły, wszystko dzięki tajemniczemu tytułowi -
Tetsuo & Youth.
