banner 03

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-punk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-punk. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 kwietnia 2017

Recenzja: The Cure - Pornography







(Część pierwsza - smutek)

(Część druga - depresja)

Część trzecia - szaleństwo



Do Pornography powraca mi się najciężej i mam tu na myśli nie tylko niniejszą trylogię The Cure, lecz także całą dyskografię. Za każdym razem muszę zadać sobie szczere pytanie: czy jestem w stanie podejść do kolejnego odsłuchu? O ile Seventeen Seconds i Faith można porównać jako siostrzane płyty, bo nawet przejście pomiędzy jedną a drugą wydaje się płynne, o tyle Pornography odcina się o wspomnianej dwójki gwałtownym uderzeniem topora. Kurtyna odkrywa trzeci akt tej długiej opowieści - burzę, która bez zapowiedzi rozpętała się na teatralnej scenie.

sobota, 18 lutego 2017

Recenzja: The Cure - Faith







(Część pierwsza - smutek)


Część druga - depresja

To samo przedstawienie, ci sami aktorzy, ale całość prezentuje się tak jakby inaczej. Chłód zaczyna być wypierany przez przymrozek, obraz ciemnieje, a obserwację dodatkowo  utrudnia gęsta mgła. Choć pierwszy basowy pomruk nie jest drastycznym odejściem od pierwszej części spektaklu, dość łatwo odnieść wrażenie, że pomyliło się sale. Ostatnio byliśmy przecież otoczeni młodzieńczą nostalgią, a teraz rozpływamy się klimacie niemalże sakralnym. Seventeen Seconds, poprzedni album The Cure, opowiada garstkę smutnych historii, ale jednocześnie stanowi dopiero zwiastun tego, co czai się tuż za rogiem. Na Faith Robert Smith zanurza siebie, a także wszystkich wokół, jeszcze głębiej w oceanie rozpaczy, gdzie szanse na ujrzenie światła słonecznego drastycznie maleją.

wtorek, 22 listopada 2016

Recenzja: The Cure - Seventeen Seconds









Część pierwsza - smutek

Gdzie ten The Cure z 1979 roku? Skoczne rytmy, tak idealne, by potupać nóżką; punkowe zacięcie kąsające zewsząd słuchacza, które jednocześnie namawia do rozrywki i szaleństw na koncertach; Hendrixowe covery niepodobne do twórczości Hendrixa; nagraniowe cudactwa pełne brytyjskiej flegmy; losowe okładki pozujące na głębokie i do interpretacji słuchacza... Gdzie to wszystko zniknęło? Czy Robert Smith postradał zmysły? I tak, i nie. Zacznijmy jednak od tego, że nagrania z tamtej dekady to ani trochę nie jest The Cure. Słuchacze zostali zrobieni w konia za pomocą skeczu o trzech zmyślonych chłopcach. Po rocznym antrakcie brytyjska grupa wyszła na scenę z prawdziwym przedstawieniem enigmatycznie  zatytułowanym Seventeen Seconds.

poniedziałek, 19 października 2015

Recenzja: The Cure - Three Imaginary Boys







Na początku było ich trzech. Chciałoby się powiedzieć, że tylko trzech, kiedy zna się większość dyskografii tej grupy. Jeśli dobrze pamiętam, The Cure byli pierwszym zespołem, którego twórczość zacząłem poznawać chronologicznie. Uznałem, że warto prześledzić ich początki, rozwój oraz późniejszą (może dojrzalszą) stronę. Wtedy to było jasne, że czeka mnie długa przeprawa, ale nie spodziewałem się, że jej pierwszy odcinek wcale nie będzie zwiastował tego, co nastąpi później - to tak jakbym przez jakiś czas trochę zboczył z kursu.

niedziela, 21 czerwca 2015

Recenzja: Viet Cong - Viet Cong


Pod koniec zeszłego roku dane mi było się zapoznać z twórczością zespołu Women. Album Kanadyjczyków wydany z 2010 roku, Public Strain, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Z wielkim smutkiem przyjąłem informację, że grupa została rozwiązana po śmierci jednego z członków, Chrisa Reinera, w 2012 roku. Na całe szczęście moje rozczarowanie nie trwało zbyt długo - muzycy z Women postanowili stworzyć nowy projekt, aby dalej dzielić się ze światem swoim talentem. Tak narodził się Viet Cong - post-punkowa formacja, która postanowiła zaatakować rynek na samym początku 2015 roku.

wtorek, 3 marca 2015

Recenzja: Interpol - Turn on the Bright Lights



Przyznam się, że co jakiś czas przychodzi do mnie moment, w którym zastanawiam się, czy znajdę w muzyce coś nowego i coś na tyle fascynującego, aby wręcz w tym utonąć. Wydaje mi się, że im więcej poznaje się nowych albumów, tym bardziej przestaje się mieć na to nadzieję. Czasem trzeba przebrnąć przez morze średnich i "tylko" dobrych pozycji, aby znaleźć jedną perełkę. Ostatnio ten moment znów u mnie nadchodził... aż tu niespodziewanie zaatakował mnie Turn On The Bright Lights. Debiut Interpolu miał być dla mnie albumem jednym z wielu, takim w ramach nadrabiania moich nieskończonych muzycznych zaległości. Na całe szczęście nie był i nie jest - widziałem świetne opinie i wysokie oceny, ale to, czego doświadczyłem przy pierwszym odsłuchu, było niespodzianką... i to jaką!