banner 03

czwartek, 21 kwietnia 2016

Recenzja: Kauffman & Caboor - Songs From Suicide Bridge







W filmie Inside Llewyn Davis z 2013 roku ukazana jest scena rozmowy pomiędzy tytułowym bohaterem a muzykiem jazzowym. Ten drugi zadaje pytanie o muzycznego partnera Davisa, który popełnił samobójstwo. Kiedy dowiaduje się, że ten zabił się po skoku z mostu George’a Washingtona, postać grana przez Johna Goodmana zastanawia się w sposób drwiący, dlaczego nie wybrał mostu Brooklyńskiego - w końcu jeśli odchodzić z tego świata, to z największym hukiem. Llewyn Davis kwituje ten komentarz wymownym milczeniem. Ten człowiek tego nie rozumie, choć może w swojej pobłażliwej logice zrozumiałby Davida Kauffmana i Erica Caboora, którzy wybrali się na Colorado Street Bridge, kolejny z imponujących mostów znanych z przyciągania do siebie samobójców.

wtorek, 8 marca 2016

Recenzja: Erykah Badu - Baduizm







Moja fascynacja neo-soulem prawdopodobnie wzięła się z tego, że praktycznie każdy artysta tego gatunku ma silne powiązania z muzyką hip hopową lat dziewięćdziesiątych. Czasem sami MC nie wystarczali, a wtedy pojawiali się oni - piosenkarze i piosenkarki znacznie ubarwiający swoimi głosami największe hity. Z pewnością nie skłamię, jeśli stwierdzę, że moje największe zainteresowanie tym nurtem wzbudziła diva wybijająca się swoim wizerunkiem ponad całą resztę. Na początku kariery Erykah promuje Baduizm i widocznie przekonała do niego wiele osób.

czwartek, 25 lutego 2016

Recenzja: Kendrick Lamar - To Pimp a Butterfly








Every nigger is a star...


Marzec 2015 roku - co robiliście, kiedy Kendrick Lamar wydawał swój trzeci studyjny album? Jak już kilka razy wspominałem, mam dobrą pamięć do moich pierwszych odsłuchów, ale w tym przypadku moje wspomnienia są wyjątkowo szczegółowe. Nie zrobiłem tego podczas nocnej przejażdżki, podziwiania pięknego krajobrazu, przebiegnięcia „życiówki” na dystansie 15 km albo dokonywania jakiejś niebywałej rzeczy. Po raz pierwszy posłuchałem najnowszego materiału od K Dota układając drewno na podwórku... i nawet nieźle się złożyło. W końcu treść To Pimp a Butterfly również ma w sobie coś z układania.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Recenzja: Lupe Fiasco - Tetsuo & Youth








Lupe Fiasco to artysta, do którego podchodzę z niemałym sentymentem. Nie chcę nikogo przekonywać, że początek kariery Lupe’a zgrał się z moim początkiem poznawania muzyki hip hopowej, ale na pewno był to okres, kiedy Lupe Fiasco's Food & Liquor był promowany na każdym kroku. Miałem szczęście obserwować energiczne wejście rapera z Chicago na mainstreamową scenę, kiedy zachwytom nie było końca. Fala wznosząca, na której znajdował się Lupe, trwała przez dwie pierwsze płyty, do których powracam w miarę często. Druga dekada XXI wieku nie była dla rapera zbyt szczęśliwa - jego kłopoty z Atlantic Records zniechęciły mnie na tyle, że do dziś nie przesłuchałem Lasers - po prostu się boję. Pokonałem swoje uprzedzenia w przypadku kolejnego krążka, sequela dla Food & Liquor, w końcu pod dumnym podtytułem „The Great American Rap Album” miał kryć się powrót do korzeni. Niestety, mój entuzjazm szybko został stłumiony. Pojawiło się pytanie: czy Lupe wróci jeszcze kiedyś do formy? Około 11 miesięcy temu internetowe zachwyty powróciły, wszystko dzięki tajemniczemu tytułowi - Tetsuo & Youth.

piątek, 27 listopada 2015

Recenzja: Jons - Serfs of Today








To uczucie, kiedy myślisz sobie, że gdzieś na świecie istnieje znakomity zespół trafiający prosto w twoje gusta, ale nie masz pojęcia, jak się nazywa, gdzie go można znaleźć oraz prawdopodobnie nigdy go nie odkryjesz... to uczucie wcale nie musi oznaczać, że masz zbyt dużo wolnego czasu na bezproduktywne myślenie - możesz po prostu być aktywnym użytkownikiem tego portalu. Podobno czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale co w takim razie z uszami? Czasem szukamy jakichś konkretnych brzmień, które trudno umiejscowić w konkretny ramach gatunkowych. Na forach internetowych można trafić na wątek, gdzie ktoś pyta o zespół grający „trochę jak X, ale z elementami Y”, otrzymuje z pięć odpowiedzi, po czym dziękuje wszystkim, ale w głowie wie, że to jednak nie to - kolejna smutna sytuacja. Moja historia z zespołem Jons wcale do takich nie należy. Co tu dużo pisać, prosto z prywatnych wykopalisk - Serfs of Today!


wtorek, 10 listopada 2015

Recenzja: Coldplay - Parachutes







Z wszystkich okazywanych ludzkich emocji, czy istnieje coś prawdziwszego niż strach? Towarzyszy nam od najmłodszych lat w postaci dziecinnych pytań o obawy przed istnieniem duchów. Zdecydowanie więcej dzieci boi się ciemności i woli spać z zapaloną lampką. Nie powiedziałbym, że w tamtych latach panicznie się jej bałem. Potem dojrzewamy i niby mało co nas przeraża, ale nie do końca. Wystarczy jeden nieoczekiwany dźwięk lub niewygodny obrazek i voila - sztuka internetowych screamerów. Muzyka również potrafi straszyć, sprawiać dyskomfort u słuchacza. W swoim krótkim życiu słyszałem już trochę dziwnych rzeczy i jakikolwiek przejaw mocniejszego albo eksperymentalnego grania nie odpycha mnie dziś tak jak te siedem lat temu. Dlaczego jednak, do cholery, bałem się grupy Coldplay?


poniedziałek, 19 października 2015

Recenzja: The Cure - Three Imaginary Boys







Na początku było ich trzech. Chciałoby się powiedzieć, że tylko trzech, kiedy zna się większość dyskografii tej grupy. Jeśli dobrze pamiętam, The Cure byli pierwszym zespołem, którego twórczość zacząłem poznawać chronologicznie. Uznałem, że warto prześledzić ich początki, rozwój oraz późniejszą (może dojrzalszą) stronę. Wtedy to było jasne, że czeka mnie długa przeprawa, ale nie spodziewałem się, że jej pierwszy odcinek wcale nie będzie zwiastował tego, co nastąpi później - to tak jakbym przez jakiś czas trochę zboczył z kursu.