Na początku było ich trzech. Chciałoby się
powiedzieć, że tylko trzech, kiedy zna się większość dyskografii tej
grupy. Jeśli dobrze pamiętam, The Cure byli pierwszym zespołem, którego
twórczość zacząłem poznawać chronologicznie. Uznałem, że warto
prześledzić ich początki, rozwój oraz późniejszą (może dojrzalszą)
stronę. Wtedy to było jasne, że czeka mnie długa przeprawa, ale nie
spodziewałem się, że jej pierwszy odcinek wcale nie będzie zwiastował
tego, co nastąpi później - to tak jakbym przez jakiś czas trochę zboczył
z kursu.
poniedziałek, 19 października 2015
piątek, 2 października 2015
Recenzja: BADBADNOTGOOD - BBNG
Internet to narzędzie promocji nie do
zlekceważenia dla współczesnych artystów. Dzięki niemu można nawiązać
kontakty, których nawiązanie w rzeczywistości jest bardzo trudne na
granicy z niemożliwym. Jak wspaniałe jest uczucie, kiedy nagle dostajesz
wiadomość od jednego ze swoich muzycznych idoli? Wiedzą o tym muzycy z
BADBADNOTGOOD. Kanadyjskie trio wrzuciło do sieci jedno ze swoich
nagrań, gdzie wykonują instrumentalne wersje utworów popularnego wówczas
OFWGKTA. Jak się okazało, filmik obejrzał lider grupy Tyler, the Creator
i bardzo mu się spodobał ten styl - na tyle, że zaczął współpracę z
artystami. Nie jest mi za bardzo po drodze z dokonaniami kolektywu
Tylera, ale jestem mu bardzo wdzięczny, że dał szansę Mattowi, Aleksowi i
Chesterowi na zaistnienie na rynku. Patrząc na ich obecną sytuację
uważam, że bardzo dobrze ją wykorzystali.
niedziela, 13 września 2015
Recenzja: The Smashing Pumpkins - Siamese Dream
W trakcie jednej rozmowy z moim ojcem
poruszyliśmy temat muzyki, która nie potrafi się nam w ogóle znudzić,
choćbyśmy słuchali jej po tysiąc razy. Jeśli chodzi o mnie, z niektórymi
klasykami mam tak, że pomimo wielkiego szacunku i sympatii, czasem
muszę sobie zrobić od nich przerwę (nawet na kilka miesięcy), aby potem
wrócić i znów czerpać z nich pełną radość. Wracając do konwersacji, to
dla mnie żadne zaskoczenie, że mój ojciec powiedział o utworach Dire Straits.
Dobrze go rozumiem, choć może nie łączy mnie aż tak mocna więź z
twórczością Marka Knopflera. Zacząłem myśleć o swoim przykładzie i
postanowiłem postawić poprzeczkę wyżej. Czy jest taka płyta, która
niczym stara anegdota zawsze sprawia mi tę samą radość? Czasem wracam do
płyt dla 2-3 utworów, po czym słucham czegoś innego. Czy istnieje taki
krążek, który załaduję i nigdy nie będę miał ochoty go przełączyć,
ponieważ chęć posłuchania go do końca jest silniejsza? Tak - oto Siamese
Dream.
czwartek, 27 sierpnia 2015
Recenzja: Sun Kil Moon - Benji
Swoją przygodę z Sun Kil Moon rozpocząłem
trochę nietypowo. Zwykle przy poznawaniu nowych artystów lub zespołów
staram się celować w płyty z wyrobioną marką, dzięki którym liczba fanów
nagle wzrosła. Chcę posłuchać czegoś, co stanowi o sile danego
wykonawcy. W tym przypadku było inaczej: co jakiś czas na różnych forach
i w recenzjach napotykałem Benji. Zainteresowała mnie przede wszystkim
intrygująca niewyraźna okładka. Mark Kozelek? Nie znałem. Przede
wszystkim zwróciłem uwagę na polsko brzmiące nazwisko. Oprócz
wspominanych informacji i ogólnych ram gatunkowych nie wiedziałem w
zasadzie nic, co mogłoby nakierować mnie, z czym będę miał do czynienia.
Słuchanie albumów w ciemno czasem może być ciekawym doświadczeniem.
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Recenzja: Metallica - Kill 'Em All
Niech żyje młodość! Dwadzieścia lat to
wystarczająco sporo, aby świat zwariował, ale wydaje się to trochę za
mało, aby ten świat zawojować. Czyżby? A gdyby chociaż spróbować
stworzyć w nim coś nowego? Najmłodszy członek Metalliki, perkusista
Lars Ulrich, nie miał jeszcze ukończonych dwudziestu lat, kiedy zespół
nagrywał debiutancką płytę. Kill ‘Em All to naturalna reakcja na
mainstream, muzykom chodziło przede wszystkim o własne artystyczne
stanowisko, niezależne od trendów. Ciekawe, czy w ich najśmielszych
snach wyobrazili sobie sukces, jaki osiągną, oraz, że zdefiniują nowy
gatunek, z którym zostaną na zawsze związani, co więcej, wywołają trochę
kontrowersji i sprowokują do powstania nowych stereotypów. Młodość i
muzyka to wielka moc.
wtorek, 4 sierpnia 2015
Recenzja: My Bloody Valentine - Loveless
Niekomfortowa sytuacja, w której nikt nie
chciałby się nigdy znaleźć: wchodzę do pokoju pełnego ludzi. Początkowo
wszystko wydaje się normalne, lecz tuż po chwili zaczynam dostrzegać
więcej. Wszyscy są czymś zaabsorbowani, rozmawiają trochę odmienny,
niezrozumiały sposób. Nie jestem pewien, czy znam ten język i nie mam
pojęcia, co mają oznaczać ich gesty. W głowie pojawia się tak mnóstwo
pytań, szukam odpowiedzi, zaczynam pytać kogokolwiek. Brak nici
porozumienia. Muszę się poddać i zaakceptować napotkaną sytuację.
Właśnie tak czuję się za każdym razem, kiedy słyszę o Loveless.
piątek, 17 lipca 2015
Recenzja: Mobb Deep - The Infamous
Mam wielki sentyment do nowojorskiego rapu z
lat 90. To pierwszy gatunek muzyczny, z którym postanowiłem się
dokładniej zapoznać. W porównaniu do g-funkowych piszczałek, bity
wschodniego wybrzeża okazały się dla mnie bardziej wymagające -
początkowo wręcz mnie odpychały. Opłacało się jednak dać szansę takim
artystom (i grupom) jak Nas, Wu-Tang Clan
czy Mobb Deep. Do dziś ich dokonania z lat 1993-95 są jednymi z moich
ulubionych krążków. The Infamous przez pewien czas było przeze mnie
niedoceniane, dopóki nie przesłuchałem płyty Prodigy’ego i Havoca od
deski do deski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






