banner 03

piątek, 5 maja 2017

Recenzja: Slowdive - Slowdive (2017)










Przez pewien czas wszystkie informacje o powrocie Slowdive nie traktowałem za poważnie. Wydawać by się mogło, że reunion jednego z lubianych przeze mnie zespołów powinien wywołać natychmiastową radość, ale wieści szybko rozmyły się wśród innych, pozostawiając podstawowy komunikat: że coś kiedyś może nastąpić. Może, ale nie musi. Fakty dotarły do mnie dopiero w styczniu tego roku, i to w jakim stylu. Grupa z Reading uderzyła mnie pierwszymi dźwiękami singla „Star Roving” i wbiła do głowy, że chciałbym usłyszeć, co zdołała stworzyć po 22 latach od zawieszenia działalności.

środa, 26 kwietnia 2017

Recenzja: The Cure - Pornography







(Część pierwsza - smutek)

(Część druga - depresja)

Część trzecia - szaleństwo



Do Pornography powraca mi się najciężej i mam tu na myśli nie tylko niniejszą trylogię The Cure, lecz także całą dyskografię. Za każdym razem muszę zadać sobie szczere pytanie: czy jestem w stanie podejść do kolejnego odsłuchu? O ile Seventeen Seconds i Faith można porównać jako siostrzane płyty, bo nawet przejście pomiędzy jedną a drugą wydaje się płynne, o tyle Pornography odcina się o wspomnianej dwójki gwałtownym uderzeniem topora. Kurtyna odkrywa trzeci akt tej długiej opowieści - burzę, która bez zapowiedzi rozpętała się na teatralnej scenie.

sobota, 18 lutego 2017

Recenzja: The Cure - Faith







(Część pierwsza - smutek)


Część druga - depresja

To samo przedstawienie, ci sami aktorzy, ale całość prezentuje się tak jakby inaczej. Chłód zaczyna być wypierany przez przymrozek, obraz ciemnieje, a obserwację dodatkowo  utrudnia gęsta mgła. Choć pierwszy basowy pomruk nie jest drastycznym odejściem od pierwszej części spektaklu, dość łatwo odnieść wrażenie, że pomyliło się sale. Ostatnio byliśmy przecież otoczeni młodzieńczą nostalgią, a teraz rozpływamy się klimacie niemalże sakralnym. Seventeen Seconds, poprzedni album The Cure, opowiada garstkę smutnych historii, ale jednocześnie stanowi dopiero zwiastun tego, co czai się tuż za rogiem. Na Faith Robert Smith zanurza siebie, a także wszystkich wokół, jeszcze głębiej w oceanie rozpaczy, gdzie szanse na ujrzenie światła słonecznego drastycznie maleją.

wtorek, 22 listopada 2016

Recenzja: The Cure - Seventeen Seconds









Część pierwsza - smutek

Gdzie ten The Cure z 1979 roku? Skoczne rytmy, tak idealne, by potupać nóżką; punkowe zacięcie kąsające zewsząd słuchacza, które jednocześnie namawia do rozrywki i szaleństw na koncertach; Hendrixowe covery niepodobne do twórczości Hendrixa; nagraniowe cudactwa pełne brytyjskiej flegmy; losowe okładki pozujące na głębokie i do interpretacji słuchacza... Gdzie to wszystko zniknęło? Czy Robert Smith postradał zmysły? I tak, i nie. Zacznijmy jednak od tego, że nagrania z tamtej dekady to ani trochę nie jest The Cure. Słuchacze zostali zrobieni w konia za pomocą skeczu o trzech zmyślonych chłopcach. Po rocznym antrakcie brytyjska grupa wyszła na scenę z prawdziwym przedstawieniem enigmatycznie  zatytułowanym Seventeen Seconds.

piątek, 16 września 2016

Recenzja: Flying Lotus - 1983








Na trop twórczości Stevena Ellisona, znanego przede wszystkim jako Flying Lotus, naprowadził mnie J Dilla. Zainteresowałem się interpretacjami uwielbianego przeze mnie Fall In Love i FlyLo pokazał się jako jedna z pierwszych propozycji. Odniosłem mylne wrażenie, że napotkałem artystę podobnego do Jay Dee - owszem, w obu przypadkach ramy gatunkowe są podobne, mamy tu do czynienia z beatmakerami znanymi w środowisku hip hopowym, ale na tym podobieństwa się kończą. Muzyka Stevena to zupełnie inny świat, którego tworzenie rozpoczęło się w 1983.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Recenzja: Kauffman & Caboor - Songs From Suicide Bridge







W filmie Inside Llewyn Davis z 2013 roku ukazana jest scena rozmowy pomiędzy tytułowym bohaterem a muzykiem jazzowym. Ten drugi zadaje pytanie o muzycznego partnera Davisa, który popełnił samobójstwo. Kiedy dowiaduje się, że ten zabił się po skoku z mostu George’a Washingtona, postać grana przez Johna Goodmana zastanawia się w sposób drwiący, dlaczego nie wybrał mostu Brooklyńskiego - w końcu jeśli odchodzić z tego świata, to z największym hukiem. Llewyn Davis kwituje ten komentarz wymownym milczeniem. Ten człowiek tego nie rozumie, choć może w swojej pobłażliwej logice zrozumiałby Davida Kauffmana i Erica Caboora, którzy wybrali się na Colorado Street Bridge, kolejny z imponujących mostów znanych z przyciągania do siebie samobójców.

wtorek, 8 marca 2016

Recenzja: Erykah Badu - Baduizm







Moja fascynacja neo-soulem prawdopodobnie wzięła się z tego, że praktycznie każdy artysta tego gatunku ma silne powiązania z muzyką hip hopową lat dziewięćdziesiątych. Czasem sami MC nie wystarczali, a wtedy pojawiali się oni - piosenkarze i piosenkarki znacznie ubarwiający swoimi głosami największe hity. Z pewnością nie skłamię, jeśli stwierdzę, że moje największe zainteresowanie tym nurtem wzbudziła diva wybijająca się swoim wizerunkiem ponad całą resztę. Na początku kariery Erykah promuje Baduizm i widocznie przekonała do niego wiele osób.