banner 03

piątek, 16 czerwca 2017

Recenzja: Danny Brown - XXX









Dualizm osobowości to nic nowego w muzycznym świecie ani na hip hopowej scenie. Posłużmy sie przykładem Eminema: przeciętny fan umie rozpoznać, kiedy wypowiada się Marshall a kiedy robi to Slim. Sięgnijmy do rockowej rzeczywistości, gdzie słuchacze rozróżniają wypowiedzi Vincenta od występów Alice oraz w którym miejscu kończy się codzienność Briana a zaczyna broić Marilyn. To podstawowe przykłady ukazujące świadomość, że za artystyczną kreacją ukrywa się człowiek, którego charakter niekoniecznie łączy się z tym, co widoczne jest na scenie. Wracając do Eminema, nie przypominam sobie, żeby jego charaktery łączyły się na nagraniu w jedną postać. Postrzegałem je zawsze jako inne osoby. Ale jest pewien raper, również z Detroit, który rozdwaja się przed mikrofonem. Różnica polega na tym, że na XXX Danny Brown nieustannie pozostaje sobą.

sobota, 13 maja 2017

Recenzja: Sun Kil Moon - Universal Themes










Wraz z wydaniem „Benji” Mark Kozelek zapoczątkował co najmniej jeden trend zauważalny w swojej twórczości. Pierwszy z nich to styl okładek albumów, który powędrował w stronę otwartych krajobrazów i codziennych scen bez udziału ludzi (oprócz pierwszego wspólnego krążka z Jesu). Drugi trend zawarty jest w warstwie lirycznej, która już na płycie z 2014 roku wydawała się bardziej przyziemna w porównaniu z dokonaniami Marka na początku kariery. Na Universal Themes muzyk urodzony w Ohio idzie o krok dalej: jego wersy coraz częściej przypominają prozę życia niż standardowe teksty piosenek.

piątek, 5 maja 2017

Recenzja: Slowdive - Slowdive (2017)










Przez pewien czas wszystkie informacje o powrocie Slowdive nie traktowałem za poważnie. Wydawać by się mogło, że reunion jednego z lubianych przeze mnie zespołów powinien wywołać natychmiastową radość, ale wieści szybko rozmyły się wśród innych, pozostawiając podstawowy komunikat: że coś kiedyś może nastąpić. Może, ale nie musi. Fakty dotarły do mnie dopiero w styczniu tego roku, i to w jakim stylu. Grupa z Reading uderzyła mnie pierwszymi dźwiękami singla „Star Roving” i wbiła do głowy, że chciałbym usłyszeć, co zdołała stworzyć po 22 latach od zawieszenia działalności.

środa, 26 kwietnia 2017

Recenzja: The Cure - Pornography







(Część pierwsza - smutek)

(Część druga - depresja)

Część trzecia - szaleństwo



Do Pornography powraca mi się najciężej i mam tu na myśli nie tylko niniejszą trylogię The Cure, lecz także całą dyskografię. Za każdym razem muszę zadać sobie szczere pytanie: czy jestem w stanie podejść do kolejnego odsłuchu? O ile Seventeen Seconds i Faith można porównać jako siostrzane płyty, bo nawet przejście pomiędzy jedną a drugą wydaje się płynne, o tyle Pornography odcina się o wspomnianej dwójki gwałtownym uderzeniem topora. Kurtyna odkrywa trzeci akt tej długiej opowieści - burzę, która bez zapowiedzi rozpętała się na teatralnej scenie.

sobota, 18 lutego 2017

Recenzja: The Cure - Faith







(Część pierwsza - smutek)


Część druga - depresja

To samo przedstawienie, ci sami aktorzy, ale całość prezentuje się tak jakby inaczej. Chłód zaczyna być wypierany przez przymrozek, obraz ciemnieje, a obserwację dodatkowo  utrudnia gęsta mgła. Choć pierwszy basowy pomruk nie jest drastycznym odejściem od pierwszej części spektaklu, dość łatwo odnieść wrażenie, że pomyliło się sale. Ostatnio byliśmy przecież otoczeni młodzieńczą nostalgią, a teraz rozpływamy się klimacie niemalże sakralnym. Seventeen Seconds, poprzedni album The Cure, opowiada garstkę smutnych historii, ale jednocześnie stanowi dopiero zwiastun tego, co czai się tuż za rogiem. Na Faith Robert Smith zanurza siebie, a także wszystkich wokół, jeszcze głębiej w oceanie rozpaczy, gdzie szanse na ujrzenie światła słonecznego drastycznie maleją.

wtorek, 22 listopada 2016

Recenzja: The Cure - Seventeen Seconds









Część pierwsza - smutek

Gdzie ten The Cure z 1979 roku? Skoczne rytmy, tak idealne, by potupać nóżką; punkowe zacięcie kąsające zewsząd słuchacza, które jednocześnie namawia do rozrywki i szaleństw na koncertach; Hendrixowe covery niepodobne do twórczości Hendrixa; nagraniowe cudactwa pełne brytyjskiej flegmy; losowe okładki pozujące na głębokie i do interpretacji słuchacza... Gdzie to wszystko zniknęło? Czy Robert Smith postradał zmysły? I tak, i nie. Zacznijmy jednak od tego, że nagrania z tamtej dekady to ani trochę nie jest The Cure. Słuchacze zostali zrobieni w konia za pomocą skeczu o trzech zmyślonych chłopcach. Po rocznym antrakcie brytyjska grupa wyszła na scenę z prawdziwym przedstawieniem enigmatycznie  zatytułowanym Seventeen Seconds.

piątek, 16 września 2016

Recenzja: Flying Lotus - 1983








Na trop twórczości Stevena Ellisona, znanego przede wszystkim jako Flying Lotus, naprowadził mnie J Dilla. Zainteresowałem się interpretacjami uwielbianego przeze mnie Fall In Love i FlyLo pokazał się jako jedna z pierwszych propozycji. Odniosłem mylne wrażenie, że napotkałem artystę podobnego do Jay Dee - owszem, w obu przypadkach ramy gatunkowe są podobne, mamy tu do czynienia z beatmakerami znanymi w środowisku hip hopowym, ale na tym podobieństwa się kończą. Muzyka Stevena to zupełnie inny świat, którego tworzenie rozpoczęło się w 1983.